Od kilku dni z nim nie rozmawiam. Każda sekunda bez niego to nic nie znacząca liczba. Chciałbym znowu usłyszeć jego głos. Najłatwiejszym sposobem jest wykonanie prostego, ale jakże potrzebnego telefonu. Lecz nawet to może nie pomóc. Próbowałem dzwonić, ale ciągle nie odbierał. Inni chłopcy z zespołu wydzwaniali do mnie, lecz ja za każdym razem odrzucałem połączenie. Czekałem na telefon od Louis'a. Oglądałem nasze zdjęcia z czasów X Factor'a, kiedy jeszcze żadna dziewczyna nie stanęła na drodze naszej przyjaźni. Tak mijały kolejne dni w samotności. W pewnej chwili myślałem nad tym aby popełnić samobójstwo, ale zamiast tego ruszyłem do łazienki. Gdy już doszłem do niej szybko chwyciłem za żyletkę i zrobiłem sobie kilka lekkich, ale jakże bolesnych nacięć. Ból był straszny, ale nie mocniejszy od tego w moim sercu. Zrobiłem sobie jedno mocniejsze cięcie i po chwili czułem jak odpływam. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu leżącego obok mnie. Spoglądając ostatkiem sił na wyświetlacz zauważyłem tylko "Louis". Czułem, że umieram a ja nie chcę umierać. Powoli złapałem za telefon i wyszeptałem "Pomóż mi!". Po kilku minutach usłyszałem jak ktoś wbiega po schodach. Był to mój najlepszy przyjaciel na widok, którego lekko uniosła mi się warga-Louis.
*Kilka dni później*
Lekko otworzyłem oczy. Ujrzałem sale szpitalną i Louis'a trzymającego mnie za rękę. Po chwili na salę wszedł lekarz.
-Pana stan jest stabilny. Dziś będzie pan wypisany i może wrócić do domu.
-Dziękuje panie doktorze.
*Godzinę później*
Właśnie przyjechaliśmy do domu. Ja i Louis. Chłopak postanowił zostać ze mną na noc dla mojego bezpieczeństwa. Wyszedłem na taras z kubkiem herbaty w ręku. Tym samym zostawiając Louis'a samego w salonie. Zastanawiałem się nad sensem życia, po co mam wogóle żyć. Zatopiłem usta w gorącym napoju i kierowałem się w stronę mieszkania. Przeszłem przez próg i zauważyłem śpiącego na kanapie Louis'a. To właśnie był sens mojego życia.
-------------------------
Taki tam mój pierwszy Imagin tutaj! Podoba się?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz